Imieniny:
Szukaj w serwisieWyszukiwanie zaawansowane

Motoryzacja

2011.01.18 g. 10:56

Skąd Zalew Zegrzyński znał harleyowcow?

Część pierwsza wspomnienia.
Posiadając Harleya i jeżdżąc nim namiętnie a jednocześnie będąc studentem PW, zrobiłem uprawnienia ratownika wodnego i w okresie wakacji pracowałem w ośrodku Nieporęt, gdzie na słońcu i wodzie zarabiałem na przyjemności i części do Harleya.

Miałem w tymże ośrodku mały dwuosobowy namiocik, Harleyek stał przy namiocie, a do plaży, czyli mojego miejsca pracy miałem 100 m. Praktycznie od połowy czerwca do września byłem na "wczasach", pracując spędzałem letnie studenckie wakacje i przeżywałem wiele przygód.


Nieporęt - tam pracowałem

Port Nieporęt
tam pracowałem.
(Foto. Google Earth)


Pewnego razu, jadąc z domu z Ursusa do pracy nad Zalew (jeździłem odwiedzać rodziców i po zmianę koszul), na poboczu w Nieporęcie zauważyłem Harleya i walczącego z nim, mocno zdenerwowanego harleyowca. Był to MAREK Z., który jechał do swojego ojca do Rynii odpowiadającego tam za sprzęt wodny. Pierwszym odruchem, bo to harleyowy kumpel, który potrzebuje pomocy, zatrzymałem się natychmiast i zaczęliśmy wspólnie leczyć Harleya.
Przy odpaleniu strzelał i szybko gasł.
Pierwszy krok - kopułka zapłonowa - przerywacz był mocno nadpalony. Pierwsza usterka została zlokalizowana. Doprowadziliśmy styki do użytku przy pomocy papieru ściernego. Dalej było ustawienie zapłonu na słuch przy chodzącym silniku. Osiągnęliśmy pełny sukces i wielką radość Marka. Tak się poznaliśmy i rozpoczęliśmy naszą znajomość.
Marek znał juz WOJTKA E. i resztę harleyowcow z Grochowa oraz Saskiej. Zaprosił mnie na spotkanie w Rynii, a później na Legię.


Teraz wrócę do moich przygód nad Zalewem!!!
Bo Harley stal przy namiocie a ja byłem harleyowcem-ratownikiem :)


Zalew Zegrzyński

Zalew Zegrzyński
i okolice
(Foto. Google Earth)


Jadąc nad Zalew z Warszawy od strony wschodniej pierwszym ośrodkiem był Nieporęt, następnie ośrodek Mazowsze, dalej ośrodek MON-u, aż w końcu ośrodek Rynia gdzie pracował "nasz bosman" i gdzie było miejsce odwiedzin harleyowcow.


MAZOWSZE to był ośrodek z dużą plażą i restauracją z dancingiem, gdzie na soboty zjeżdżała się śmietanka i aktorstwo z Warszawy. Była tam możliwość skorzystania z hotelu i domków campingowych. Jak ktoś miał forsę to mógł skorzystać pokoju, by po zbyt dużym spożyciu alkoholu przespać się do rana.


Ponieważ ratownicy to zazwyczaj duże i silne chłopaki, zawsze dbali o porządek. Było nas pięciu, a ja jako najmłodszy pomagałem kolegom we wszystkim bardzo chętnie.
Podczas jednego z wielu dancingów, jakiś jeden z miejscowych (może zły na swoja narzeczona, a może obrażony za złe słowo) rozpętał burdę, do której dołączyli jego kumple. Ratownicy zwołali się w rogu sali, a ja stanąłem na ich przedzie i zacząłem obie strony uspakajać. Było juz ekstremalnie ostro, więc zacząłem z moich jeansowych spodni marki Rifle, powoli wyciągać pozłacany ŁAŃCUSZEK ROZRZĄDU od Harleya. Używałem go jako maskotkę, taki harleyowski talizman.
Zdesperowane chłopaki spuścili natychmiast z tonu i sprawa się uspokoila.


Janusz i jego (w spodniach) złoty łańcuszek rozrządu

Janusz i jego (w spodniach) złoty łańcuszek rozrządu


Od tej pory drobny harleyowiec stał się "szefem ratownikom" a przy drobnych zatargach wzywano mnie jako ratownika z częścią zapasową do Harleya, celem uspokojenia atmosfery.


Lato było dobrym okresem na jazdy dla harleyowcow, bo było ciepło i dzień był długi. Czasami słyszałem przejeżdżające harleye w kierunku Rynii, ale ja musiałem pracować. Tylko wieczory pozostawały na rozrywkę czy jazdy harleyem do Marka do Rynii.


Marek Z i jego Harley WLA

Marek Z
i jego Harley


Nie daleko były historyczne Forty Beniaminów. Mocno zniszczone i dawno opuszczone, ale dające możliwość przebywania w środku czy wręcz rozpalenia tam ogniska. Wszyscy wiedzieli gdzie znajduje się ten teren, a sygnał FORTY był hasłem na spotkania właśnie tam.
Oczywiście nie wszyscy lubili to miejsce, ale było zawsze prawo wyboru.
Pierwsi przyjeżdżający zbierali drzewo na ognisko, a wieczorem, gdy z tranzystorka płynęła muzyka, otwieraliśmy przywiezione butelki i nie mogliśmy się nagadać.
Na drugi dzień odbywały się zawody i zabawy na Harleyach, a teren był do tego świetny - dziki i zaniedbany.
Czasami dołączali do nas miłośnicy WILLYS'ów z zaprzyjaźnionego klubu miłośników amerykańskich pojazdów wojskowych.


Słynne Forty I w Twierdzy Modlińskiej rok 1971

Słynne Forty I w Twierdzy Modlińskiej

rok 1971


Później jechaliśmy do Rynii nad Zalew by obmyć maszyny z kurzu i wracaliśmy do Warszawy.


cd nastąpił. Czytaj o Amazonkach


Czytaj inne wspomnienia Janusza Woźniczaka:




Opublikowal: Michał Pawlik
-
Serwis oprogramował Jacek JabłczyńskiCopyright(c) 2002 - 2014 Fundacja Promocji m. st. Warszawy